_@slonce_23@

,,Głosy w głowie”

Pozwoliłam sobie zobaczyć siebie z innej perspektywy, odpuścić kontrolę, poluzować pasy bezpieczeństwa.

Powróciło obce echo głosu sprzed lat.

Kiedyś, gdy zaczęły się pojawiać po raz pierwszy, zalewały mnie całą. Bałam się tak bardzo, że zaczęłam uciekać przed samą sobą.

Bardzo się wstydziłam tych głosów. Nie rozumiałam, dlaczego obcy głos w mojej głowie sugeruje, abym zrobiła sobie lub komuś krzywdę.

Pragnęłam zrozumieć, pomóc sobie. Podzieliłam się tym z mamą.

Zostałam oceniona i ośmieszona.

Nie uzyskałam wsparcia, którego ogromnie potrzebowałam.

Byłam sama ze sobą, z całym spektrum pomyj na mnie wylanych i mi przekazanych.

Z winą, wstydem i konsekwencjami, które przyjęłam na siebie.

Przez te lata wiele się we mnie zmieniło. Codziennie wstaję i nie zaglądam w cudze sprawy, nie pouczam, nie nauczam, staram się nikogo nie oceniać.

Chcę żyć uczciwie wobec siebie, godnie, sprawiedliwie.

Ale jedno się nie zmieniło — nigdy nie chciałam i nie chcę skrzywdzić siebie, najbliższych ani tych dalszych.

A teraz do tych głosów w głowie:

Widzę was i słyszę.

Nie jesteście mną.

Wiem, kim jestem.

Jestem bezkresem oceanu, a wy tylko falą. Wy jesteście tylko pasażerami, przyklejonymi na gapę, bez mojej zgody.

Wasza podróż dobiega końca — tu i teraz.

Odzyskałam swoją moc. To mój statek i to ja decyduję, w którą stronę płynę i z kim na pokładzie. Ja jestem tu kapitanem i to ja trzymam ster.

Przypominam sobie.

Chcę być widziana

Bardzo długo bałam się być widziana. Układ nerwowy latami uczył się, że rozwój = ryzyko. Życie w swojej prawdzie = niebezpieczeństwo, utrata relacji, umniejszanie, poczucie winy.

Wycofałam się ze świata, z relacji towarzyskich — a raczej zależności.

Zaczęłam urządzać się w swoim cieniu.

Bo moje światło raziło wielu.

Uznałam, że jasność nie jest stanem naturalnym, a ciężarem, czymś, czego powinnam się wstydzić, ukrywać, chować i zapomnieć.

Bliscy pokazali, jak mnie gasić, więc opanowałam ten stan do perfekcji — jako swoją strategię przetrwania.

Bezpiecznikiem stało się: jeśli zranię się pierwsza, może nie zrani mnie nikt inny.

Jeśli będę głośna, odstraszająca, dopasowująca się, może nie stracę przynależności.

Może nikt nie zauważy, że jestem sama i że się cholernie boję.

Te mechanizmy, być może wyrobione we wczesnym dzieciństwie, chroniły mnie jakiś czas.

Ale w dalszych etapach rozwoju stały się blokadą, równią pochyłą, pętlą na szyi.

Przestały być bezpieczne.

Bo pasowały do małej dziewczynki, która wtedy nie miała innego wyboru, jak dostosować się — przetrwać.

Ale już nie do dorosłej kobiety, która ma prawo wziąć odpowiedzialność za swoje życie.

I w tym miejscu zaczęły się schody, bo nikt mi nie pokazał, jak tę odpowiedzialność mam ponieść — za siebie, za małego człowieka, którego bezpieczeństwo i los zależą właśnie ode mnie.

Odważyłam się zrobić ruch w praktyce. W swoim tempie stawiam pierwsze kroki — już nie na polu bitwy, tylko na ścieżce życia.

Nie czuję się już za mała, by przyznać, że chcę być widziana.

#ŚwiadomeŻycie #Autentyczność #Uzdrawianie #PowrótDoSiebie

W SWOIM TEMPIE

A jak by tak dziś, bez oczekiwań, presji, pośpiechu, w swoim tempie – pozwolić sobie być.

przy sobie, przy gorącej herbacie, przy cichej zimie za oknem, przy córce i naszej kotce.

tak po prostu, w swej prostocie, która jest dla mnie jak nowy, niezbadany grunt.

#wewnętrznadroga#nowypoczątek#uzdrawianie

,,PRZYPOMINAM SOBIE”

Była sobie mała dziewczynka, którą nauczono, że miłość jest warunkowa. Że trzeba na nią zasłużyć, zabiegać – gubiąc siebie gdzieś po drodze.

Dziś już kobieta. Przypominająca sobie, że jej wartość nie zależy od niczyjego istnienia.

Zaczyna się od tego, jak ona siebie postrzega i jak siebie traktuje.

Jeśli chcesz wesprzeć moją twórczość: https://ko-fi.com/karolina43883

Dziękuję za chwilę wspólnej obecność

#osobiste#pisaniezserca#uzdrawianie

„Między przetrwaniem a życiem”

Czuję, jak tu i teraz, godzę się z etapem, który mija. Nie był to łatwy rozdział, który czyta się jednym tchem. Jest to jeden z tych, w którym powietrze jest ograniczone, a energia nie płynie jak rzeka.

A mimo tego wszystkiego, pogodzić i pożegnać to miejsce, w którym tyle przeszłam, upadałam, podnosiłam się i każdego dnia mierzyłam się z samą sobą, jest bardzo dla mnie trudne.

Całe życie przywiązywałam się do ludzi, zwierząt, rzeczy, miejsc. A potem bolało gdy trzeba coś pożegnać.

Odejść z domu, w którym było zimno, do którego bałam się wracać i z którego bałam się odejść.

To tu się narodziłam i doświadczyłam rozpadu kawałek po kawałku. Nie siebie, a rolą którą nie byłam i narracji, w którą uwierzyłam.

Przetrwałam – przetrwanie.

A teraz sprawdzam – jak smakuje Życie.

Dzielę się swoją drogą i doświadczeniem. Jeśli chcesz wesprzeć tę przestrzeń – możesz postawić mi kawę ☕

https://ko-fi.com/karolina43883

#przemiana #uzdrawianie #wewnętrznadroga #autentyczność#świadomość

„Nigdy nie byłam popsuta”

Bardzo długo trzymałam się narracji, że jestem popsuta.

Nie pełna, nie godna, nie zasługująca na obecność, na miłość.

Uwierzyłam, że jestem za mała by istnieć

Za mała by czuć.

Moja wartość odbijała się w odgrywanych rolach, oczekiwaniach, w spojrzeniu innej istoty.

Uczono mnie, że ważniejsze jest to, co myślą inni, nie to co czuje i myślę ja sama.

Przyjęłam za prawdę, że skoro nie mam bezpiecznego domu, bezpiecznej relacji, wymarzonej pracy – nie mam nic. Nic nie znaczę dla siebie, w świecie.

Byłam ciągle na siebie wściekła, surowa, przemocowa.

Biczowałam się niemal za wszystko, za oddech, za myśli, za pragnienia.

receptą na życie i chwilowym wyzwalaczem obrałam sobie alkohol.

szybkie znieczulenie, szybkie odcięcie, chwilowe zapomnienie.

Droga do autodestrukcji.

Gdy otworzyłam oczy, byłam już głęboko na dnie.

Sama, w oceanie poczucia winy, wstydu, własnych fekaliach, upodlona.

W oczach najbliższych winna, wzgardzona.

Żyłam tak, jakbym nie miała prawa do godności. Jakbym nie miała prawa być człowiekiem.

Przyjęłam, że nie zasługuję by istnieć.

Zbyt długo niosłam

nie swoja historie, nie swoja winę, nie swoją odpowiedzialność.

Tu i teraz – nie naprawiam siebie, bo już wiem, że nigdy nie byłam popsuta.

Powiedziała bym dziś -

Zgubiona.

Ale nigdy nie zatracona w pełni iluzji.

Dzielę się historiami, które przez lata żyły w ciszy i wstydzie. Piszę o drodze z autodestrukcji do łagodności wobec siebie, o odzyskiwaniu głosu i poczucia własnej wartości.

Jeśli czujesz, że to, co tworzę, ma sens i chcesz pomóc mi tworzyć dalej — możesz wesprzeć mnie wirtualną kawą ☕

https://ko-fi.com/karolina43883

Dziękuję, że tu jesteś i czytasz.

#wewnętrznapodróż#autentyczność#świadomość #przebudzenie#rozwojosobisty#twórczość

UCZĘ SIĘ PRZY SOBIE

Miejsca, gdzie naturalnie pojawia się, radość, odczuwanie przyjemności, lekkość,

u mnie pojawiały się -

złość, frustracja, napięcie.

Gdy bliskość od zawsze nie była kojarzona z przystanią bezpieczeństwa, a z bazą -

przywiązania, rozczarowania, bólu, zależności, odrzucenia.

Dziś uczę się na nowo bycia w relacji, ze sobą - z bliskimi mi osobami.

Poznaje siebie i przypominam sobie, kim jestem gdy, wszystko co dotąd,

znane, kochane, wybielane – rozpada się.

I konfrontuje mnie, twarzą w twarz, ze sobą i prawdą.

Miejsca, gdzie pojawiały się,

złość, frustracja, napięcie -

nie zalewają mnie jak dawniej. Fala przychodzi,

ale już mnie nie porywa.

Piszę dalej i uczę się każdego dnia. Jeśli chcesz być częścią tej drogi, możesz mnie wesprzeć tutaj ☕🤍

https://ko-fi.com/karolina43883

#prawda#wewnętrznadroga#uzdrawianie